Ciemność.
Codziennie rano, w moim domu, ciemność. Rolety pozasłaniane, ja leżę w stercie śmieci w rozwalonym łóżku i walczę z dźwiękiem natarczywego budzika. Zakopuję się w ubraniach i kołdrze, uszy zasłaniam poduszką. Nie mogę wytrzymać. W końcu siadam na łóżku i rzucam poduszką w budzik który się roztrzaskuję.
Tak z grubsza wygląda mój poranek. Prowadzę monotonne życie, czyż nie? Wstaję, myję się, jem śniadanie, śpię, wstaję, myję się, jem śniadanie i tak prowadzę moje życie. Zatacza kółko. Czasami między tymi czynnościami pojawia się konieczność kupienia żywność i nowego budzika, który i tak w cholerę mi potrzebny. Dzisiaj wstałam, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i poszłam w zamiarze kupienia czegoś do żarcia. Od wielu dni siedziałam zamknięta w domu, z żaluzjami opuszcoznymi w dół. Wyskoczyłam z mieszkania pod przekrzywioną ósemką i zjechałam po poręczy, a potem z trudem wychamowałam nim wpadłam na drzwi od klatki. Wyszłam na dwór, a moje oczy dopadło rażące światło, które wyżerało mnie od środka. Głowa rozbolała mnie momentalnie, a ja miałam trzy przecznice do przejścia. Westchnęłam i tylko włożyłam słuchawki do uszu i szłam przed siebie, wchodząc w kałużę, zderzając się z przechodniami. Czułam się jak czarna owca w stadzie. Może dlatego że inni mieli cel w życiu, a ja tylko budziłam się za potrzebą spożycia pokarmu i ewentualnego pójścia do toalety. Jak zawsze, krzyżowałam się ze spojrzeniami zniesmaczonych przechodniów krytykujących moją fryzurę. Przyzwyczaiłam się.
Weszłam do opustoszałej piekarni, co mnie zdziwiło bo zawsze u Toma jest pełno zaraz po otwarciu. Poprosiłam dwie bagietki, zapłaciłam i poszłam dalej w poszukiwaniu większej ilości jedzenia, by znowu jak najdłużej nie wychodzić na dwór. Kupiłam jeszcze trochę jedzenia i wracałam do domu, zasłuchana w ciężkie piosenki brzmiące w słuchawkach. Skupiając się na muzyce, nie zauważyłam wyjeżdżajacego auta zza zakrętu i na szczęście tylko lekko mnie przewróciło. Bolała mnie ręka, ale to zdarza się praktycznie zawsze jak tędy przechodzę. Do tego też zdążyłam się przyzwyczaić. Musiałam wejść jeszcze do jednego sklepu i gdy do niego wchodziłam, ktoś rąbnął mnie drzwiami w głowę, przewróciłam się i dalej patrzyłam tylko jak moje owoce turlają się na jezdnie i tam są zmiażdżane przez auta. Skierowałam groźny wzrok na faceta który patrzał na mnie z otępieniem.
(Ktoś?)