- Może masz rację - stwierdziłem i popatrzyłem się na Suz
Było mi jej naprawdę szkoda. Strasznie to przeżyła. Na pewno gdybym został to by się tak to wszystko nie skończyło. To była moja wina oraz to w jakim jest stanie. Położyłem się obok Suz i przytuliłem ją przygarniając do siebie
- My chyba już będziemy szli - powiedzieli rodzice Jose- W razie czego Jose nas wezwie - zwrócili się do mnie
Skinąłem głową i pożegnaliśmy się. W pokoju został tylko Jose. Przez chwilę chodził po pomieszczeniu a w końcu usiadł na fotelu i zasnął. Suzanne też spała. Po godzinie Jose się zbudził. Poszedł do kuchni po coś do picia. Przyniósł mi i Suz herbatę.
- Powinieneś wracać - powiedziałem do Jose
- Musze zostać z Suz...
- Ja się nią zajmę -zapewniłem - Taiga się na pewno o ciebie martwi
- Masz racje - westchnął - Poradzisz sobie? - upewnił się
- Tak, ze mną będzie bezpieczna - powiedziałem
- To jakby co to..
- Wiem - przerwałem mu
Pożegnał się i wyszedł. Spojrzałem się na Suzanne. Nadal spała. Nie chciałem jej budzić. Teraz była spokojna i nie płakała. Pocałowałem ją delikatnie i naciągnąłem na nas koc.
(Suzanne?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz