Roześmiałem się głośno czując usta na swojej skórze.
- Kochanie… - zacząłem.
- Tak – spytała mrucząc.
- Wiesz, że tak niczego ze mną nie załatwisz, prawda? – Roześmiałem się głośno.
Spojrzała na mnie niemal z oburzeniem.
- Myślałeś, że byłabym w stanie wykorzystać chwilę Twojej słabości i już jechać z Tobą po zwierzaka? – spytała udając zaskoczoną. – Jak mogłeś tak pomyśleć – skarciła mnie.
- Zrobiłabyś tak, prawda? – spytałem ze śmiechem
- No i co? – Mruknęła niezadowolona, przez co się roześmiałem głośno.
Pocałowałem ją w czoło.
- Zwierzaka możemy kupić – zapewniłem.
- Naprawdę? – spytała zaskoczona.
Pokiwałem twierdząco głową.
- Ale jeden warunek.
- Tak, zajmę się nim – zapewniła od razu.
- I wychodzi – wypomniałem od razu.
- Też – przytaknęła.
- Ale to nie warunek – zastrzegłem od razu.
- Więc co jest tym warunkiem?
- Bierzemy zwierzaka ze schroniska.
- Schronisko? – Powtórzyła i się skrzywiła.
- Chcę uratować zwierzęta przed uśpieniem, a nie płacić kilka tysięcy za rodowód – skrzywiłem się.
( Taiga? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz