Strzeliłam mu w papę z liścia.Został mu czerwony ślad na policzku.
- Lepiej ci już?!Chyba cię coś piecze! - warknęłam.Wytarłam rękę o spodnie. - To idź i się napij od kogoś innego - westchnęłam ciężko - O albo od swojej dziewczyny - dodałam z szyderczym uśmieszkiem. - Ty jesteś pod ręką - ruszył ramionami z szerokim uśmiechem. - Powstrzymujesz się od śmiechu? - zapytałam z dziwną miną.Nic nie odpowiedział. - Jeżeli znowu coś takiego powiesz strzelę cię mocniej - założyłam ręce na piersi .Staliśmy tak w ciszy. Przewróciłam oczami - Nie myśl sobie...- wystawiłam mu język z uśmieszkiem.Podniosłam gwałtownie rękę ,a spod ziemi wyłonił się gruby korzeń. - Następnym razem użyję tego - zachichotałam z delikatnie drżącym głosem.Wystawiłam rękę w kierunku chłopaka.Korzeń skierował się tam,gdzie pokazałam. - Może i jesteś jakiś tam silny bardziej,ale wiesz...- mrugnęłam z uśmieszkiem - Jeżeli chce ci sie pić to idź do banku krwi,który jest niedaleko - wskazałam palcem. Nathaniel? |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz