Rotgar pokazał mi całe miasto. Po skończonej wyprawie,poszliśmy przez park. Była jakaś 22 i było całkiem ciemno. Po drodze gawędziliśmy i dowiadowywaliśmy się o sobie różnych rzeczy. Potem on odprowadził do domu i poszedł do siebie. Ja wykończona padłam na kanapę. Byłam tak zmęczona,że nie miałam siły zjeść nawet kolacji. Powoli poczłapałam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Potem założyłam czystą bieliznę i poszłam spać. Około 4 nad ranem obudził mnie trzask wybijanej szyby. Jak oparzona wybiegłam z pokoju i szybko zbiegłam po schodach. Zobaczyłam leżącego na podłodze mężczyznę. Podeszłam do niego i lekko go podniosłam. Gdy spojrzałam na jego twarz,przeżyłam szok. To był mój młodszy brat,Lucas. Zawsze miał problemy z czarami.
-Cześć Sabrine. Jest problem-powiedziałi otrząsnął się ze szkła
-Tak. Jest problem. Wybiłeś mi szybę-powiedziałam
-To ja naprawię-ożywił się
-O nie nie. Ja to zrobię-zaprzeczyłam i użyłam czaru naprawy.
-Też bym tak zrobił-mruknął pod nosem
-Zawsze byłam od ciebie lepsza. Ale co sprowadza cię do mnie?-zapytałam
-Claus i jego rodzina atakują-odpowiedział. Claus kiedyś się we mnie zakochał,ale ja go odrzuciłam. Bo był strasznie pustym wampirem.
-Zabiję!-warknęłam pod nosem
-Rine,spokojnie.-uspokajał mnie mój brat
-Dobrze. Spakuję się i możemy się transportować-uśmiechnełam się
-To może ja przypomnę sobie zaklęcie-powiedział
-O nie! Ja na pustynię Gobi się nie wybieram-zaśmiałam się i poszłam się spakować. Wyjęłam dużą walizkę i zaczęłam wkładać potrzebne rzeczy.
-Kiedy skończysz rozbierać chiński mur?-zapytał z dołu Lucas
-Już-krzyknęłam i zeszłam na dół. Użyłam pewnego czaru i przeniosłam się do rodzinnego dworku. Od wejścia przywitała mnie moja matka
-Sabrine,kochanie. Jak dobrze że jesteś. Pomożesz nam?-zapytała błagalnie
-Oczywiście-odpowiedziałam. Weszłam do domu i usiadłam na kanapie w moim Starym pokoju. Poszłam do domu Clausa. Zapukałam do wielkich,drewnianych drzwi z motywem smoka pijącego krew z kieliszka. Otworzył mi sam Claus
-Słucham?.....Czekaj. Ty jesteś Sabrine Vegas?-zapytał
-Tak. Ta,która cię spławiła kiedyś-odpowiedziałam uśmiechając się we wredny sposób
-Zmieniłaś zdanie?-zapytał
-Oczywiście że nie.-odpowiedziałam kpiąco
-Więc po co wróciłaś?-zapytał
-Bo atakujesz moją rodzinę! Czemu to robisz?-zapytałam
-Bo cię kocham. Jeśli ty mnie nie pokochasz,zniszczę całą twoją rodzinę!-rzucił
-Uważaj żebym ja nie zniszczyła ciebie!-warknęłam i rozjuszona odeszłam. Wróciłam do domu i zaczęłam czytać księgę zaklęć i magii. Musiałam przygotowywać się należycie do walki o rodzinę. Bitwa miała rozpocząć się o zachodzie słońca. Zeszłam na dół do kuchni. Zajrzałam do lodówki i wyjęłam kanapkę. Usiadłam i zaczęłam jeść. Czas spływał wolno i bardzo nerwowo. Ręce drżały mi ze złości,że sprowadziłam takie kłopoty. Słońce zaczęło chylić się do zachodu. Udałam się na pole walki. Była tam już moja matka,ojciec,brat i Ciocia z wujkiem. Ustałam w pierwszym rzędzie. Udało mi się zauważyć przygotowywania naszych przeciwników. Po chwili róg wojenny zabrzmiał i wampiry rzuciły się w naszą stronę. Ja ustałam w bojowej pozie i użyłam zaklęcia. Jednak krwiopijcy byli odporni. W takiej sytuacji,musiałam porzucić magię i walczyć siłą. Dałam znak jako że walczymy siłowo ale również mądrze. Wszyscy rzucili się na siebie wzajemnie. Ja pokonałam 6 i w końcu udało mi się dojść do Claus'a
-Niedosyć że śliczna to jeszcze waleczna. Idealna dla mnie-uśmiechnął się
-W sumie,też mi się podobasz-powiedziałam kłamiąc
-Naprawdę?-zapytał się
-Tak-odpowiedziałam i przytuliłam go
-Kocham cię,Sabrine-powiedział. To była świetna okazja. Wbiłam mu srebrny nóż w serce
-Nigdy cię nie pokocham-powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Spanikowane wampiry wycofały się. Ja podeszłam do mojej rodziny
-Jak to zrobiłaś?-zapytała ciotka
-Mała intryga-uśmiechnełam się tajemniczo
-Moja najlepsza siostra-roześmiał się Lucas
-Zawsze lepsza niż ty-zażartowałam. Z radością wróciłam do domu na domowy obiadek. U rodziców byłam jeszcze trzy dni. Potem wsiadłam w autobus i pojechałam do domu. Otworzyłam drzwi z klucza i rzuciłam walizkę. Zamknęłam drzwi i zaczęłam rozpakowywać rzeczy i jedzenie od mamy. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Tak spędziłam resztę dnia. Potem wykąpałam się i położyłam na łóżko. Leżałam patrząc się w czarny sufit. W końcu sen zmógł moje powieki i zasnęłam. Obudziłam się brzaskiem. Postanowiłam wyjść do sklepu zrobić zakupy. Musiałam ich zrobić całkiem dużo. Zapłaciłam i wyszłam obładowana zakupami. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak
Jakiś wilkołak/wampir/czarodziej lub neflim?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz