sobota, 22 lutego 2014

Od Suzanne - C.D Jonathan'a II


Budziłam się jeszcze kilka razy w nocy z krzykiem. Za każdym razem wdziałam czyjąś śmierć - Olivera, ponowną Jonathana ale bardziej brutalniejszą, Alexa, Jose, Taigi, Alec'a... I za każdym razem gdy się budziłam, Jonathan był przy mnie. Szeptał mi wciąż te same słowa, aby mnie uspokoić. Obejmował mnie ciągle i przyciskał do swojej piersi. Niby zwykłe i instynktowne reakcje, ale dawały uspokajały mnie i dawały poczucie bezpieczeństwa w jego ramionach. O 4 nad ranem, gdy to się powtórzyło nie mogłam już zasnąć. Jonathan ponownie zasnął, a ja przewróciłam się plecami do niego. Skuliłam się na łóżku w kłębek i schowałam twarz między nogi. Jak mogłam pozwolić na śmierć własnego dziecka? Czemu Jonathan jest wciąż ze mną? Czemu taki spokojny i troskliwy? Czemu się nie wściekł, gdy nie powiedziałam mu o ciąży, a co gorsza, gdy ją straciłam. Utraciłam nasze wspólne dziecko. Ta myśl mnie wykańczała. Do oczy napłynęły mi łzy. Rozpłakałam się, szlochając cicho. Po ponad 30 minutach mojego płaczu, Jon się obudził.
- Wszystko dobrze, Suz? - szepnął i położył mi rękę na brzuchu.
Odsunęłam się instynktownie i stuliłam mocniej.
- Nic nie jest w porządku. Czemu wciąż tu jesteś? Taki jak zawsze? Czemu zamiast się wściec, wciąż się mną zajmujesz?! - wybuchłam i się rozpłakałam.

( Jonathan?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz