Zacisnąłem zęby gdy Tai gdzieś zniknęła.
Złapałem plecak, który miałem pod rękę i cisnąłem nim przed siebie.
Poderwałem się z piasku i kopnąłem go w stronę, w którą miałem zamiar
iść. W końcu złapałem plecak i przerzuciłem go sobie na ramię. Ruszyłem
niemal wściekły z powrotem do domu. Po chol*re mi to robiła? Tak długo
zwodziła? Po co rzucała pusta słowa, które dla innych tak wiele znaczą?
Wściekły wszedłem do domu i poszedłem do sypialni. Rzuciłem pod ścianę
plecak i zobaczyłem jakąś kartkę na łóżku. Wściekły złapałem za nią i
przeczytałem. Prychnąłem kpiąco gdy przeczytałem wiadomość. Wyciągnąłem
swój telefon z kieszeni i napisałem do Suz: 'Jak dobrze posługujesz się
tym całym swoim ostrzem? Jeśli chcesz trochę potrenować przyjedź...',
podałem jej szybko adres i wysłałem wiadomość. Po chwili otrzymałem
wiadomość. 'To daleko. Poczekaj na mnie pół godziny. Postaram się
wyrobić. Nie rób nic głupiego tylko przygotuj się w domu i na mnie
czekaj, idioto ;D'. Pokręciłem rozbawiony głową widząc odpowiedź.
Odetchnąłem głęboko i zszedłem na dół ze swoją torbą. Usiadłem na
podłodze i wyciągnąłem kilka drobiazgów owiniętych w lnianą ścierkę.
Noży było ponad piętnaście i każdy w pochwie. Westchnąłem i wsunąłem sobie noże za pasek, a te, które się nie zmieściły wylądowały w mojej kieszeni. Po kilkunastu minutach w salonie pojawiła się Suzanne
- Co Ty tak szybko? - spytałem zaskoczony
- Jakie szybko? 40 minut jechałam - zauważyła rozbawiona.
- Czym jechałaś?
- Motor - zaśmiała się zagadkowo.
Wyjaśniłem jej szybko o co chodzi. Suzanne niemal się wściekła słysząc do Sam zrobił. Złapała trzy moje noże i zrobiła prowizoryczną przepaskę na udzie.
- Po co zakładałaś krótkie spodenki? - spytałem zaskoczony patrząc dopiero teraz jak jest ubrana.
Miała zwykła, krótkie jeansowe spodenki, czarną bokserkę, a na nogach zwykłe trampki za kostkę.
- Śpieszyłam się. Lepiej ciesz się, że przyjechałam - rzuciła oschle.
Roześmiałem się i wstaliśmy. Poszliśmy na dwór. Suz rozejrzała się i po chwili skrzywiła. Ruszyliśmy w stronę i dopiero po chwili poczułem intensywny zapach krwi. Zobaczyłem w końcu Sama z.... 15 wampirami. Zakląłem pod nosem, a chłopak odwrócił się w moją stronę.
- Kogo mu tu mamy? - zaśmiał się.
- Zamknij się - warknęła Suzanne
- I jeszcze jako 'wsparcie' wziąłeś jakąś dziewczynkę? - zakpił.
- Może i dziewczyna, ale mogę się założyć, że rozłożę Cię na łopatki w przeciągu 3 minut - zaśmiała się.
Spojrzał na nią sceptycznie.
- O co zakład?
- Jeśli wygram, zjeżdżasz z tego kraju. Jeśli przegram pocałuję Cię.
- Gdy przegrasz to i tak będzie nagroda.
- No błagam Cię. Jesteś tak obleśny, że już wolałabym świnie całować - powiedziała rozbawiona.
Zacisnął pięści i ruszył w stronę Suzanne. Roześmiała się, uchyliła i uderzyła go z łokcia w kręgosłup. Sam opadł na ściółkę i przekręcił się na plecy.
- Już nie żyjesz - warknął z trudem.
- Kobiecie grozisz? - spytałem i westchnąłem. - I jak Tai z Tobą wytrzymywała? - zakpiłem.
Wampiry nie wiele myśląc rzuciły się na mnie i na Suz. Szybko sobie z nimi poradziłem. Nie miałem zamiaru ich zabijać. Zwykłe rany cięte wystarczyły aby zaczęły opadać z sił. Suzanne traktowała ich trochę mniej łagodnie i ciągle coś szeptała. Dopiero po chwili dostrzegłem w jej dłoni nóż seraficki. Uśmiechnąłem się szeroko jak wampir za wampirem leży nieprzytomny na ściółce. Suzan podeszła do Sama i usiadła na jego brzuchu. Pochyliła się i przesunęła ostrzem po jego piersi delikatnie rozcinając skórę.
- Jesteś mniej wart niż śmieć - przyznała spokojnie.
- Zginiecie. Oboje - warknął starając się wyrwać.
Westchnęła z udawanym żalem.
- Kto mnie zabije? Ty? Twoi koledzy? Za mną stawi się Instytut i przyjaciele. Za Jose stawią się wszyscy czarodzieje. A za to, że Taiga będzie cierpieć postawią się wampiry. Jeśli pewien chłopak się o tym dowie, całe stado wilków. My już mamy armię, a Ty znowu stawisz się przeciwko nam z garstką nieudaczników? - uniosłam rozbawiona brwi.
- Zdechniesz - warknął i starał się przewrócić na bok.
Roześmialiśmy się.
- Często nam to powtarzają - przyznałem rozbawiony. - Co z nimi robiłem? - westchnąłem wskazując na półprzytomne wampiry.
- Ja z chęcią zobaczyłabym jak się zmażą - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie bądźmy tacy okrutni - westchnąłem.
- Więc puśćmy ich wolno, a gdy znowu się tu zbliżą potraktujemy ich gorzej - podsunęła uśmiechając się szeroko.
- To brzmi rozsądnie - przyznałem spokojnie.
- Dobra, ale puść - burknął niezadowolony chłopak.
Roześmiała się
- Poważnie? Z tego co pamiętam to masz jeszcze wyjechać z kraju - zauważyła rozbawiona.
Chłopak się wyszarpnął się spod Suz i pomagając wstać reszcie zaczęli uciekać. Oboje się roześmialiśmy i wróciliśmy do domu. Spakowałem się i wróciliśmy do Nowego Yorku. Oboje weszliśmy do mojego mieszkania, gdzie w salonie siedziała skulona Taiga.
- Ja idę - szepnęła Suz do mojego ucha. - Zajmij się nią i zmyj z siebie krew - mruknęła i wyszła cicho z domu.
( Tai?)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz