wtorek, 18 lutego 2014

Od Rose - C.D Nathaniel'a - KONKURS

- Zgadzam się z tym - szepnełam mu na ucho i zaczęłam całować. Objęłam go rękami i przyciągnełam do siebie. Czułam sie wtedy.. nie da się tego opisać. Nath dawał mi ciepło, i opiekę, której nie czułam nigdy.
- Nath - szepnełam
- Hmmm?
- Wiesz że kocham Cię najbardziej na świecie? - spytałam i objełam go nogami. W wodzie byłam lekka, więc nie protestował i złapał mnie w biodrach. Uśmiechnełam się szeroko.
- A ja ciebie - szepnął mi , można powiedzieć że do ust. Patrzyłam dłuższą chwile w jego błękitne i głębokie oczy, które w nocy zdawały się czarne. Poczułam zimny powiew wiatru na szyi i głowie. Wtuliłam sie w niego mocno. On się uśmiechnął i popłynął ze mną, na głębszą wode. Gdy już dotarliśmy na ok.5 metrów. Nath zaśmiał sie, gdy usilnie go trzymałam i odpłynął na płytszą , zostawiając mnie tutaj.
- Nath! - krzyknełam - Nie umiem płwać! - zaśmiałam sie razem z nim
- Ja ci na pomoc nie przyjde - stwierdził i znów się zaśmiał
- Natychmiast! - krzyknełam , a on nic. Myslałam że się utopie.
- Zaraz wracam! - krzyknął i popłynął powoli na brzeg
- On to robi specjalnie - zaśmiałam się i popłynełam (ledwo co xd) na płytszą wodę. Tam dołączył do mnie Nath.
- Chyba sie obraziłam, wiesz?! - spytałam udawając focha. Obróciłam sie, podniosłam głowe i założyłam ręce.
- No weź... To był żart.. - złapał mnie w talii, i przysunął do siebie. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem
- Wiedziałem, że się nie obraziłaś - zaśmiał się i pocałował mnie w szyje. Uśmiechnełam się. Obrócił mnie do siebie i spojżał mi w oczy. Bałam sie że coś się stało. Spoważniałam, gdy ten zaczął mnie łaskotać. Wybuchłam śmiechem.
- Przestań! - krzyczałam w śmiechu i odparłam atak. W wodzie nikogo nie było, tak samo jak na plaży. Po długich łaskotkach położyłam się na wodzie i udawałam trupa
- Kogo udajesz, takim się stajesz! - krzyknął i zatopił mnie. Potem oczywiście wynurzył
- Odbija Ci?! Mogłam sie utopić idioto! - krzyknełam i się na nim zawiesiłam śmiejąc się. Złapał mnie i przyciągnął mnie do siebie
- A więc teraz jestem idiotą? - spytał uśmiechając się
- Może troche... Tak w połowie napewno. Ale takim pozytywnym - zaśmiałam się razem z nim. Zaczął mnie całować. Najpierw szyje, milimetr po milimetrze, potem zszedł niżej, prawie na biust.
- Nath... - wydyszałam cicho
Chłopak uśmiechnął się tylko i odpiął część stroju kąpielowego. Zaczął ssać moje sutki. jęknełam cicho i objełam go nogami, odchylając głowę do tyłu. Gdy skończył z piersiami, zszedł na brzuch, robiąc mi przyjemność. Zaczełam cicho dyszeć. Gdy doszedł do paska majtek znieruchomiałam. Zsunął je ze mnie. Przytuliłam sie do niego, kładąc głowe na jego ramieniu. Rozszerzył moje nogi i wsunął sie we mnie powoli. Jęknełam wyginajac się w łuk. Zaczął się we mnie poruszać. Znów się do niego przytuliłam. Zaczął mnie namietnie całować. Nagle krzyknełam do jego ust, gdy przeszył mnie orgazm. Wsunął się we mnie na całość i spuścił, sprawiając mi tym wielką przyjemność.
- Kocham CIę mieć w sobie - wydyszałam mu do ucha. Usmiechneliśmy się do siebie. zacisnełam sie na nim, obejmując go nogami. Zastygliśmy w pocałunku. Nath nagle powiedział
- Poczekasz tu na mnie? zaraz wróce - powiedział mi do ucha i się wysunął. Jeknęłam i go pocałowałam. Odpłynął na brzeg, a ja zostałam na głębokiej wodzie. Ubrałam stanik i majtki, gdy nagle poczułam że coś, lub ktoś złapał mnie za kostke. Odruchowo wzięłam powietrza i po chwili znalazłam się pod wodą. Jakiś nurek mnie złapał. Chciałam sie bronić, ale nim coś zrobiłam, wstrzyknął mi coś w szyje. Zasłabłam. Podłączył mi tlen i popłynął ze mną daleko za klif. No więcej nie pamiętam, bo straciłam przytomność c'nie? No więc obudziłam się w zamkniętym pokoju, w stroju kąpielowym. Okien nie było, sama byłam przywiązana do krzesła. Drzwi było dobrze zamkniete, bo na trzy kłódki ( jak się potem okazało ). Pierwsze o czym pomyślałam, to gdzie się znajduje? Co ja tu wogóle robie? jak ja tu się znalazłam?. Dopiero potem, przypomniało mi się wczoraj. Dostałam nieźle w głowe, bo strasznie mnie bolała. Wkońcu usłyszałam, ze ktoś otwiera zamki drzwiach. Zamknełam oczy, chcąc udawać że śpie. Gdy drzwi sie otworzyły, do małego pokoju weszło 2 mężczyzn. Ani jdnego, ani drugiego nie kojażyłam. Do czasu...
- Kto to tak wogóle jest?! - spytał jakiś niski, ochrypniety głos
- Tłumaczyłem Ci! - krzyknął drugi
- Nic nie zrozumiałem....
- Mówił ci ktoś , ze jesteś idiotą?! - krzyknął
- Ty kilka razy - odburknął
- To sobie to wkońcu zapamiętaj! - wrzasnął - Nie chce mi się drugi raz tłumaczyć kto to jest! Powiem tylko, że to Rose. Stara, dawna znajoma. Jak sie obudzi, chyba skojaży Dawnego David'a.
- David?! Ty stary ćwoku! - krzyknełam i kopnełam go z całej siły ( wtedy jeszcze nie miałam związanych nóg ).
- Ooo, widze że ktoś tu się obudził?! - krzyknął i walnął mnie w policzek, po czym go złapał i pocałował mnei w usta. Chciałam mu przyłożyć drugi raz, ale stał z tyłu. Mogłam go tylko ugryźć go w jezyk. Zrobiłam to, ale pzyłożył mi drugi raz
- Już nie pamiętasz tamtej nocy? - zaśmiał się
- Upiłeś mnie debi*u! - wrzasnełam
- I po tamtych przeżyciach, znalazłaś sobie innego? - krzyknął
- Po jakich przeżyciach. Nic tam nie masz - prychnełam lekceważąco.
- Jeszcze to odszczekasz - warknął
- W zyciu tego nie zrobisz - odprychnełam
- Niby dlaczego? - warknał drugi, ale David mu przywalił
- No włąśnie czemu?! - spytał chłopak
- Bo bym ci go odgryzła - uśmiechnełam się szyderczo.
- Zamknij jej morde, bo nie moge jej słuchać Maks! - krzyknął. Koleś zakleił mi znów usta. David popatrzył mi w oczy i prychnął
- Jeszcze CIę przelece.. Zobaczysz. Moze nawet jeszcze dzisiaj... - uśmiechnął się szyderczo i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Po chwili wybiegł ten drugi - idiota Maks i zamknął drzwi na kłódki. Znowu zostałam sama. Dopiero po dłuższej chwili przypomniałam sobie o Nathaniel'u.
- Pomyśli że go wystawiłam.. Jak nic pomyśli że go wykorzystałam, i zostawiłam... Zabije was!! - krzyknełam zła na całą sale
- Zabije... - powtórzyłam ciszej, sama do siebie. Z oka spłyneła mi łza, potem druga. Zamknełam oczy , i zaciskając pięści zasnełam. Następnego dnia, obudziłam się w krzyku. Byłam dalej sama. Śniło mi się coś dziwnego, a mianowicie :
" Weszłam do drewnianej chaty, bo nie można tego nazwać domem. Koło mnie wychodziło dużo smutnych dzieci, z rozszarpanymi zabawkami. Ich rodzice byli wściekli. Gdy wkońcu doszłam do pokoju, dowiedziałam się o co chodzi. Bardzo mnie zdziwiły krzyki. Podeszłąm do małej areny ( Bardzo małej, rozmiary 2 na 2 metra. Stał tam goryl. Była to mała maskotka. A w zasadzie taka średnia w porównaniu z innymi. Zamurowało mnie, gdy zaczęła sie ruszać. A mianowicie - dusić drugą maskotkę. Goryl był dobrze zbudowany, że się tak wyraże , i fioletowy. Druga maskotka, była wysoka, miała jedno oko, była chuda, sama była szara, ale miała pomarańczowo- żółty t-shirt. Wracając do rzeczywistości, a w zasadzie snu, wyrywała jej oko. WKońcu druga maskotka padła na ziemie. Wokół gorylka walały się dolary. Dużo dolarów. Wysoko koło sceny siedział jakiś facet. Jak sie później okazało - własciciel goryla. Tak, maskotki sie zabijały. O to w tym chodziło. Wszystkie przegrywały, w kilka minut z wielkim gorylem. Nie ważne czy duże, małe, kolorowe, ubrane. Najróżniejsze. Wszystkie przegrywały. Wszystkie. Wyrwane oczy, głowy, ubrania. Dotąd aż przyszła jakaś dziewczyna o szarych oczach. W kapturze. Przyniosła swoją maskotke i postawiła. Na początku przegrywała. Lecz potem, wkoło jej ręki zebrała się jakby błyskawica... I pokonała goryla..." Co było dalej - nie wiem. Obudziłam sie, a bardzo nie chciałam. Ten sam odór - te same wspomnienia. Byłam głodna. Przyszedł David.
 - Na jedzonko trzeba zapracować - zaśmiał się
- Kim ty jesteś?
- Nie domyślasz się? - spytał śmiejąc się
- Nie - odprychnełam. Nie wspomniałam że wcześniej usunął mi taśme z ust.
- Znany w całym kraju.. Alfons - szepnął mi na ucho. To mnie przeraziło. Zamarłam w środku, nie dając po sobie tego poznać na zewnątrz.
- I co? Zatrudnisz mnei jako dziw*e?! - prychnełam
- Jak chcesz jeść... - odparł bez wachania i wzruszył ramionami - Pierwszym klientem będe ja - zaśmiał sie
- Nigdy! Wole zdechnąć! - krzyknełam zła
- No trudno... - odpowiedział - ale twój chłoptaś się spali - zaśmiał sie szyderczo
- Nawet go nie złapaliście - zaśmiałam się
- Skoro tak mówisz - znów wzruszył ramionami i wyszedł. Poznałam tą jego minke - kłamał. Nath by się tak łatwo nie dał. Po chwili David wrócił . Z kilkoma osobami
- Oto klienci do odstrzelenia. - zaśmiał się - 5 Osób. Ocalę jedną osobe, za jedną noc z tobą - zaczął mnie szantazować.
- Co?! - spytałam
- Za późno.. - zrobił udawaną smutną minę i zastrzelił małe dziecko
- Ty draniu! - zaczełam płakać. Rozpoznałam w niej swoją kuzynkę.
- Kolejna? - spytał i wymierzył pistolet w dziewczyne w moim wieku. Moja przyjaciółke
- Stój! - wrzasnełam i zaczęłam cieżko oddychać - Zrobie to - szepnełam pod nosem...
- Dobrze. Ale ją zastrzele - zaśmiał sie i wymierzył kolejny strzał
- Katie! - krzyknełam zrozpaczona i zaczełam płakać. Dwa trupy, leżały przedemną. Obok nich kałuże krwii.
- To idziemy? - spytał szyderczo podżucając pistolet - Czy ma zginąć też ta trójka? zrobie promocje. Jedna noc wystarcy. Ale ma być odlotowa - zaśmiał się , zamknął drzwi ( klucze miał przy sobie ). Stanął daleko pod drugą ścianą i celował wkolejne osoby. Nie mogłam go zaatakować. Podbiegłam do dziewczynki i do Katie. Czułam się wtedy okropnie. Przez moja głupote zgineły dwie osoby. A mogą następne 3. Wolałam się poświęcić. David chwycił mnie za nadgarstki i zaczął prowadzić do osobnego pokoju. Tu byliśmy tylko sami. Nadal byłam tylko w bieliźnie. Z łatwością rozerwał mój stanik i majtki. Zaczął łapczywie patrzeć na moje piersi. Gdy wkońcu ruszył krokiem do mnie i złapał moje biodra, chwyciłam jego pistolet i strzeliłam mu w łeb. Uklęknął przedemną, i zdechł. Wkońcu byłam wolna. Pozostał mi jeszcze tylko Maks. Ale on prędzej ucieknie. Pobiegłam do osobnej sali ( wcześniej oczywiście zakładając bielizne ) i zdjełam worki z osób. Były to... Roboty. Oddała bym sie za 3 roboty. Kopnełam w nie z całej siły (przy tym złapałam kostke). Drań wszystko obmyślił. Wybiegłam z budynku, i ruszyłam w strone lasu. Temu idiocie nawet nie chciało się mnei dalej zabrać - 3 kilometry stad była plaża. Jednak w środku lasu złapał mnie Maks. przystawił pistolet do głowy i strzelił. Ale nadal uważałąm ze to był debi*. Czemu? - idio*a strzelił w ramie. Zaczełam krwawić. Złapałam się za ramie. Upadłam na ziemie, nie byłam przyzwyczajona do strzału z tak bliska. Nagle jakaś dziewczyna wyskoczyła z krzaków i zastrzeliła Maksa. Byłam pewna że skądś ją kojaże
- Śniłaś mi się - szepnełam i zemdlałam. [....] Obudziłam się na plaży. Było po zmierzchu. Nikogo wokół nie było. Byłam w szoku - straciłam głos. Wszystko się tak szybko potoczyło - to porwanie i tak dalej... Ramie miałam opatrzone. Ale byłam tak zmęczona, że nie mogłam sie podnieść. Leżałąm na plaży, głodna i spragniona. Czekałam tylko na śmierć.
(Nath? wIem, głupie ale pomysłu więcej nie miałam ;/)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz