czwartek, 20 lutego 2014
Od Suzanne ''Oczami Suz'' KONKURS
Jak zawsze razem z Jonathanem wstaliśmy przed świtem. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Roześmiałam się i wtuliłam w niego mocno.
- Nie dasz mi wstać, prawda? – Zaśmiałam się.
- Prawda – zaśmiał się.
- Proszę – zamruczałam mu do ucha.
Pokręcił przecząco głową. Wciąż pozostawał nieugięty. Westchnęłam ciężko i wtuliłam się w swojego chłopaka.
- Jesteś uparty, wiesz? – Westchnęłam ciężko
- Wiem – przyznał bez wahania
- I tak Cię kocham – przyznałam i uśmiechnęłam się delikatnie
Jonathan pocałował mnie w czubek głowy i przycisnął mocniej do siebie. Mimo szczerych chęci wczesnego treningu zostałam zmuszona pozostać w objęciach chłopaka. Uśmiechnęłam się jednak. Aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Wtuliłam się mocniej w ukochanego i położyłam głowę na jego piersi. Jon przykrył mnie mocniej kołdrą i docisnął do siebie. Leżałam tak chwilę z zamkniętymi oczyma. Poczułam jak oddech Jonathana się uspokaja, a po chwili jest już głęboki i równomierny. Uniosłam delikatnie kąciki ust. Przytuliłam się do niego mocniej i w końcu sama ponownie zasnęłam.
[…] W końcu oboje obudziliśmy się chwilę przed 10. Przewróciłam się na drugi bok, tak samo z resztą jak Jonathan. Objął mnie w talii i przycisnął moje plecy do swojej piersi.
- Śpisz? – Szepnął mi do ucha.
- Nie – przyznałam i westchnęłam ciężko.
- Ubieramy się?
- Za chwilę.
Przewróciłam się na wcześniejszy bok aby być twarzą do ukochanego.
- Coś sugerujesz? – Zamruczał.
- Tak. Ale z pewnością nie jest to szybko numerek – przyznałam roześmiałam się głośno.
Skrzywił się.
- Szkoda – wymamrotał.
Wybuchłam śmiechem i uderzyłam go w pierś.
- A Ty ciągle myślisz tylko o jednym! – Skarciłam go, jednak nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- Ale Tobie i tak się to podoba – zauważył.
- No i co z tego? – Zaśmiałam się i zarzuciłam mu ręce na szyje.
Chłopak przekręcił się i zaczął nade mną pochylać. Pocałowałam go zachłannie i westchnęłam ciężko gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Więc jaki był ten pomysł? – Spytał z wielkim trudem.
- Prysznic. Wspólny prysznic – dodałam bez wahania.
Chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował mnie w czoło.
- Więc na co czekamy Kochanie? – Roześmiał się głośno.
- Jeszcze nie wiem. Może na to, aż w końcu wstaniesz? – Podsunęłam nie kryjąc swojego rozbawienia
- A to bo ja jestem ten zły? - Roześmiał się
- Tak Kochanie. Nie wiesz tego jeszcze? – Zaśmiałam się cicho.
- No patrz. Jakoś nie obiło mi się to o uszy – przyznał i znowu się roześmiał, tym razem zdecydowanie głośniej.
W końcu po długim droczeniu się ze sobą nawzajem podnieśliśmy się z łóżka. Poszliśmy do łazienki i weszliśmy od razu pod prysznic. Nie musieliśmy się martwić o nasze ubrania czy bieliznę, ponieważ wszystko zostało na podłodze w jego pokoju po poprzedniej naszej nocy. Uśmiechnęłam się szeroko na samo to wspomnienie. Jonathan stojąc za moimi plecami odkręcił wodę. Pisnęłam i odskoczyłam gdy poczułam zimną wodę na skórze. Jonathan roześmiał się głośno i objął mnie jedną ręką, a drugą zaczął regulować moc strumienia i temperaturę. Gdy była już ciepła woda, odwróciłam się przodem na Jonathana i pocałowałam go zachłannie.
- Już się za moimi ustami stęskniłaś? – Zaśmiał się.
- Nie widać? – Wyszeptałam niechętnie odrywając się od jego warg.
Uśmiechnął się szeroko i położył dłonie na moich biodrach. Zarzuciłam ręce na jego szyję i przylgnęłam go jego ciała na tyle, na ile tylko mogłam. Po długim i namiętnym pocałunku, dłonie Jonathana przeszły z moich bioder na moje pośladki. Uniosłam kąciki ust, co było zupełnie wbrew mojej woli.
- Co Ty ze mną zrobiłeś? – Wydyszałam ciężko.
- Po prostu nauczyłem Cię kochać – wyszeptał mi do ucha i zacisnął palce na moich pośladkach.
Westchnęłam przeciągle i pocałowałam go szybko.
- To Twoja wina – przyznałam ciężko sapiąc.
Uśmiechnął się zadziornie.
- Tak, moja – przytaknął i ponowił pocałunek, w którym dosyć długo trwaliśmy.
Zsunęłam dłonie na jego pierś, a potem na męskość, zaczynając go delikatnie pieścić. Jonathan nabrał gwałtownie powietrza, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcji. Zaczęliśmy się nawzajem pieścić, a po dosyć szybkim numerku, złapaliśmy za nasze żele pod prysznic i zaczęliśmy się nawzajem myć. Tyle, że dopiero po dłuższym czasie zauważyliśmy, że każde z nas wziął swój żel. Wybuchłam śmiechem czując, że Jonathan pachnie truskawkowo-waniliowym żelem, a ja jakąś morską bryzą. Oboje zaczęliśmy się śmiać, ale nawet mimo tego drobnego incydentu nie przestaliśmy wspólnych pieszczot podczas mycia siebie nawzajem. Gdy skończyliśmy, opłukaliśmy się z piany i wróciliśmy w ręcznikach do pokoju. Jon założył bokserki, zwykłe jasne jeansy i czarny podkoszulek. Przygryzłam dolną wargę.
- Co? – Zaśmiał się.
- Wyglądasz co najmniej pociągająco – zamruczałam mu do ucha i przygryzłam się.
Chłopak się roześmiał i pocałował mnie szybko.
- Co Ci przynieść? – Spytał podchodząc do drzwi.
- Bieliznę.
- Mogę wybrać? – Zamruczał.
- Byle nie stringi – ostrzegłam ze śmiechem
- No dobra, dobra – wymamrotał. – Coś jeszcze?
- Jakąś koszulkę, rurki i szpilki – uśmiechnęłam się i pocałowałam go szybko.
Pokiwał głową i wyszedł z pokoju. Usiadłam na łóżku i westchnęłam ciężko. Niby mieszkam w pokoju obok, ale zawsze idę albo już ubrana do niego, albo wysyłam Jona aby tam szedł. Jednak głupio było mi wyjść w samym ręczniku bądź nago na korytarz, gdy wszyscy mogliby mnie tak zobaczyć. Po pierwsze, sama czułabym się niekomfortowo, a po drugie, Jonathan z pewnością byłby zazdrosny, gdyby zobaczył mnie jakiś mężczyzna i to w dodatku taki, na którym mogłabym zawiesić oko. Moje przemyślenia przerwały otwierające się drzwi. Uniosłam kąciki ust gdy do pokoju wszedł Jonathan. Wstałam i pocałowałam go szybko. Złapałam za ciuchy i zrzuciłam z siebie ręcznik. Jon zagwizdał, a ja wybuchłam śmiechem
- Podobają Ci się widoki? – Zakpiłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – przyznał mrucząc do mojego ucha i złapał mnie w talii.
Pokręciłam rozbawiona głową i założyłam szybko bieliznę. Jednak zamiast koszulki, spodni i szpilek zobaczyłam adidasy, sportowy stanik, bluzę i luźne dresy.
- O co… - zaczęłam.
- Trening Skarbie – roześmiał się.
Westchnęłam ciężko.
- Musimy? – Jęknęłam cicho.
- Tak, chyba nie chcesz abym wypadł z formy – zagroził.
- Nigdy – przyznałam bez wahania i pocałowałam go szybko.
Ubrałam się do końca, założyłam skarpetki, buty sportowe, dresy i stanik. Bluzę natomiast przewiązałam sobie wokół bioder. Oczywiście miałam przy sobie swój nóż i Stele. Oba przyrządy schowałam przypięte na łydce pod dresem, aby nikt nie zobaczył. Wyszliśmy z Instytutu i ruszyliśmy truchcikiem w stronę lasu. Przebiegliśmy się trochę. Zaczęliśmy się nawzajem przeganiać, gdy znowu zaczęły gonić nas wilki. Ze śmiechem zaczęliśmy uciekać. Wbiegliśmy na plażę, gdzie już nie odważyły się wybiec. Ruszyliśmy sprintem, na drugi koniec plaży. Ciągle ochlapywaliśmy się przy okazji wodą, przy czym było dosyć dużo śmiechu.
[…] Wieczorem, już około 21 wróciliśmy do Instytutu. Spotkaliśmy po drodze Olivera, z którym pogadałam chwilę.
- Gdzie idziecie? – Zainteresował się.
- Na polowanie – uniosłam kąciki ust.
- Nawet nie wiesz, jaka jest w tym dobra – przyznał Jonathan i objął mnie mocno.
Roześmiałam się głośno.
- Nie lepsza niż Ty – wytknęłam.
- Polemizowałbym – zamruczał mi do ucha.
- Przestańcie – jęknął Alec zza naszych pleców.
Wybuchłam śmiechem słysząc tą uwagę.
- Tak, tak. Tobie też kogoś znajdę – zapewniłam.
- Może nie trzeba szukać tak daleko – podsunął Oliver.
Spojrzałam na niego, a moje źrenice się rozszerzyły. Dopiero wtedy dostrzegłam, jak patrzy na Alec’a. Tak samo, jak ja na Jonathana, czy na kobiety, które wpadną mi w oko. Uniosłam kąciki ust wiedząc już na pewno, że mój brat jest również biseksualny.
- Idziesz z nami? – spytał w końcu Jonathan, zwracając się do Alec’a.
Spojrzał na nas z wahaniem, ale już po chwili skinął twierdząco głową. Poczekaliśmy chwilę i wybiegliśmy truchtem w stronę parku. Wyjątkowo tego wieczoru roiło się tam od demonów różnej maści. Dla mnie, Alec’a i Jonathana była to jedyna zabawa jaka mogła być – walka na ‘kto więcej zabije’. Cała nasza trójka wtargnęła w sam środek grupek demonów, które od razu zaczęły nas atakować. Jakiś Wyklęty rzucił się na mnie. Uchyliłam się przed jego pięścią i przecięłam mu brzuch sztyletem, którego w ostatnim momencie szepnęłam imię. Demon zamarł i po chwili padł na ziemię już powoli znikając. Zamiast jednego, ruszyła na mnie cała piątka. Zaklęłam jedynie pod nosem.
- Co was dzisiaj tak dużo – warknęłam atakując dalej.
Jeden został pozbawiony ręki, inny nogi, bądź nawet głowy. Atakowałam bez opamiętania. Gdy miałam już nadzieję, że powoli ich ubywa, przybywały kolejne. Po ponad godzinie, byłam już cała spocona i niemal wykończona. Jonathan i Alec tak samo. Oparłam się o drzewo i stamtąd odparowywałam ataki demonów i odsyłałam je. Gdy demony nagle się ode mnie odwróciły, uniosłam brwi w niedowierzaniu. Dostrzegłam, że Alec i Jonathan mają takie same miny co ja. Podeszliśmy do siebie i spojrzeliśmy pod sobie.
- Nie odwracaj się – rozkazał Jonathan
- Czemu?
- Po prostu tego nie rób –mruknął.
Westchnęłam ciężko i odwróciłam się powoli na piecie. Zamarłam widząc jak demony skupiając się w kółku, otaczając wianuszkiem moją biologiczną matkę jak i Lucyfera – jej kochanka.
- Mówiłem – westchnął ciężko Jon.
- Nie wiesz, że jak się mówi ‘nie odwracaj się’ albo ‘nie patrz’ to i tak się to robi? – Fuknęłam zła.
Nim zdążył mnie powstrzymać ruszyłam wściekłym krokiem przepychając się między demonami i od razu przesyłając je na drugą stronę. Jonathan i Alec w końcu ruszyli za mną i zaczęli mi pomagać. Nie wiedząc czemu, demony zaczęły mi ustępować.
- Po co tu przylazłaś? – Warknęłam.
- Słyszałam, że Oliver jednak żyje – uśmiechnęła cię delikatnie.
- Nic Ci to tego. Zostawiłaś nas, więc teraz spi*przaj – warknęłam.
- Nie odnoś się tak do matki! – zahuczał Lucyfer.
- Zamknij się – rozkazałam.
Nim zareagowałam złapał mnie za nadgarstek i przygwoździł do pobliskiego drzewa.
- Nie odnoś się tak do ojca – warknął.
- Ojczyma – poprawiłam. – Mój biologiczny tata zginął przez Ciebie gnojku – syknęłam.
- Właściwie… - zaczęła moja mama z wahaniem.
- Słucham?!
- Twój biologiczny ojciec żyje – wyznała z wahaniem.
- Gdzie jest? – Ożywiłam się.
- Przed Tobą córeczko – zaśmiał się Lucyfer.
Zamarłam i spojrzałam na niego. Że też tego wcześniej nie dostrzegłam! Lucyfer miał taki sam odcień tęczówek co ja, a źrenice nie były czarne, a lekko brązowe z prześwitem srebrnych pręg.
- To nie możliwe – zaczęłam i zaczęłam rozpaczliwie wiercić się w jego uścisku.
- Taka prawda – uśmiechnął się szeroko.
Zacisnęłam zęby i zamachnęłam się sztyletem.
- Łżesz! – Wrzasnęłam przez zaciśnięte zęby.
- Przepraszam, że Ci wcześniej nie mówiłam ale… - Zaczęła moja mama.
- Ty się nawet nie odzywaj. Zdradzałaś moje ojca?! Po co?! – Wrzasnęłam już ze łzami w oczach.
Westchnęła ciężko i podeszła do mnie. Położyła dłoń na moim policzku i pogładziła go delikatnie.
- Skarbie, Ty nic nie rozumiesz.
- Zdradzałaś tatę z tym? – Powiedziałam cicho.
- Ja ‘to’ kocham – oznajmiła.
Zacisnęłam jedynie zęby i spojrzałam w jej oczy z nienawiścią.
- Więc do zobaczenia w piekle – obiecałam szepcząc z trudem.
Nim zdążyła się zorientować co robię, wepchnęłam jej ostrze noża miedzy żebra. Spojrzała na mnie ze łzami w oczach ale uśmiechnęła się słabo i ujęła mój policzek w dłoń.
- Zaopiekuj się Oliverem. Jest jeszcze dzieckiem – wyszeptała z trudem.
- I ma syna – oznajmiłam.
Wepchnęłam ostrze aż do trzonu.
- A Ty, raczysz pojawić się po ponad 10 latach. Nie byłaś nawet moją matką – oznajmiłam i wysunęłam zakrwawiony nóż z ciała własnej mamy.
Uśmiechnęła się blado i nim zdążyła upaść, Lucyfer znalazł się za nią i wziął ją w ramiona. Z Jego gardła wydarł się przerażający dźwięk. Szloch zmieszany z krzykiem nienawiści. Jego oczy niemal zapłonęły i spojrzał na mnie.
- Moje oczy też płoną? – Zakpiłam.
- Zaczną gdy tylko będziesz patrzeć na śmierć Twoich bliskich – obiecał.
- Jesteś zerem – oznajmiłam.
Krzyknęłam gdy pojawił się tuż obok mnie.
- Suzanne! – Zawołał Jonathan.
Rozejrzałam się i dostrzegłam do za tuzinami demonów.
- Biegnij po Jose! – Zawołałam błagalnie.
- Ale…
- To moja bitwa. Biegnij!
Zobaczyłam, że po chwili wahania rusza biegiem w przeciwną stronę do Instytutu.
- Myślisz, że on Ci coś pomoże – zakpił Lucyfer, a raczej mój ojciec.
- Może tak zniszczyć Ciebie? – Podsunęłam złośliwie.
- To Ty zdechniesz. Jeszcze przed wschodem słońca – obiecał chłodno.
Zacisnęłam czując przyszywający ból w nodze. Gdy zerknęłam, zobaczyłam, że jakiś demon rozciął mi skórę na udzie. Kopnęłam go i odbiegłam w las. Szybko nakreśliłam Stelą kilka run uzdrawiających. Z przerażeniem odkryłam, że na ciele Lucyfera, w tych samych miejscach pojawiły się te same runy. Uśmiechnął się złośliwie, a runy zniknęły. Poczułam niemiłosierny ból w piersi gdy ten, rozciął właśnie tam sobie skórę.
- Jesteś podły – wydyszałam opierając się plecami o drzewo.
- A Ty jesteś martwa – oznajmił krótko.
- Czemu to robisz?
- Czemu ją zabiłaś?
- Czemu masz z nią romans? – Uniosłam brwi
- Bo jest dla mnie przeznaczona.
- Odebrałeś ją mojemu tacie – zauważyłam i osunęłam się na ziemię.
Patrzyłam na niego już z trudem unosząc do góry głowę. Miałam kilka ran przez demony, nawet nie wiedziałam jakie. A to, że przez swojego ‘troskliwego’ tatusia nie mogłam się uleczyć, tylko wszystko pogarszało. W końcu pojawiła się długa cięta rana nad piersiami. Zacisnęłam zęby, a po chwili taka sama rana pojawiła się na moim lewym boku i od piersi nad podbrzusze. Spojrzałam na niego. Zaśmiał się i kucnął.
- Wiesz. Gdybyś nie była taką suką jak Twój ojciec, byłabyś wspaniałą córką – przyznał.
- Może dlatego, że mam rozum – podsunęłam.
Uderzył mnie z pięści w szczękę, a ja oplułam go własną krwią, która była zmieszana ze śliną. Wytarł wściekły twarz i pchnął mnie na ziemię.
- Zdychasz – oznajmił mi. – Niech teraz oni popatrzą na śmierć ukochanej – warknął i zniknął, łącznie ze wszystkimi demonami.
Jak przez mgłę zobaczyłam Jose, który biegł w moją stronę razem z Jonathanem i Alec’iem. Wszyscy podbiegli do mnie i mnie otoczyli. Jose wlał mi do ust płyn, który po chwili rozpoznałam. Używałam go aby wzmocnić działanie run, które teraz usilnie kreślił na całym moim ciele Alec z Jonathanem. Chłopak położył sobie moją głowę na kolanach, a ja przymknęłam oczy. Było mi słabo i wiedziałam, że utraciłam sporo krwi. Słyszałam krzyk Jonathana, aby Jose mnie ratował i ostatnie słowa przyrodniego brata; ‘ Staram się, ale nie chcę aby dziecko też zginęło…’. Zacisnęłam powieki, które zaczęły mnie piec. Nawet nie zdążyłam powiedzieć Jonathanowi o ciąży. Spod moich powiek uciekły łzy, a potem ból zniknął. Zobaczyłam postać swojego taty – młody, uśmiechnięty i wesoły. Wyciągnął w moją stronę ręce, a ja bez wahania ruszyłam w jego stronę.
( C.D. Jose )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz