-no to fajnie. czyli że za dwa dni będzie
próba znaczy tej jutrzejszej nocy. i wszystko się okaże. mam nadzieję
że wyjdzie fantastycznie i może zalegalizujemy zespół-powiedziałam.
-no też tak uważam.
Poszłyśmy do kasy.
Wróciłyśmy z zakupami. Taiga biegła a ja motocyklem.
Wieczór spędziłyśmy u mnie.
Brandon sprowadził się już na stałe, ze starszymi wszystko obgadane.
Taiga poszła a ja zaszyłam się w swoim pokoju z zeszytem w ręku.
Rysowałam co popadnie. a jednym z rysunków było serce ze wstęgą przebite sztyletem na wskroś.
Serce symbolizowało moje serce, po tym jak musiałam zerwać ze starym życiem. więc najprostsze było... sfingowanie własnej śmierci lub po prostu wmówienie ludziom że jestem w psychiatryku gdzieś na wschodnim wybrzeżu, ale to by było zbyt proste. nie wiem jak zostało wytłumaczone to, że musiałam tu być. i nie chciałam się nawet nad tym zastanawiać by bardziej nie bolało. moje refleksje przerwało ciche pukanie do drzwi. otarłam łzę.
-proszę-powiedziałam.
Weszła Taiga
-Brandon powiedział że tu jesteś i się zaszyłaś w pokoju z muzyką-powiedziała dziewczyna i usiadła na łóżku.
-jakoś tak wolę siedzieć w tym kącie mimo że mam cały duży dom. jakoś pusto się tu czuję. cieszę się, że chociaż on tu będzie ze mną mieszkał. przynajmniej nie będzie się wydawał aż taki pusty-odparłam.
-rozumiem Cię. w takim domu być samej... kręćka bym dostała.
W tej chwili rozległ się hałas za oknem.
Zerwałam się na nogi i wyjrzałam ale od razu pożałowałam.
Kamień leciał w moją stronę.
Na całe szczęście dziewczyna była szybsza i przewróciła nas na podłogę, bym nie oberwała.
Do pokoju wparował Brandon.
-co to było do jasnej...-zaczął-Evie, nic ci się nie stało?-spytał klękając obok nas.
-nie nic... dzięki Taidze uniknęłam kamienia...-podniosłam skałkę.
-ale kto chciał celować na piętro...-zaczęłam się zastanawiać.
-nie wiem. ale nie jest bezpiecznie.-powiedziała stanowczo dziewczyna.
Usiadłam na podłodze obracając kamień w rękach... kto chce robić zamach na moje życie.
a teraz się nie dowiem bo ten kto to zrobił już dawno uciekł, i nikt nie miał czasu żeby wyjrzeć bo w sumie jakby wyjrzał, to by był łomot z kamienia...
Opadłam na łóżko.
-nie rozumiem tego życia. w starym przynajmniej nikt nie chciał mnie zabić-westchnęłam.
Spojrzałam na napis w języku hindi na ścianie.
Dūsarē_sē_alaga_hōnē_kā_janma
Urodziłam się by być inna od innych.
Teraz zastanawiam się nad sensem tego cytatu. czy rzeczywiście chcę być inna skoro ktoś czyha na moje życie?
-Evie, wszystko dobrze?-spytał Brandon siadając obok na łóżku i biorąc mnie za rękę..
-tak. tylko to wszystko jest jakieś dziwne.-powiedziałam-dzięki że tu byliście gdy to się stało. gdyby was nie było, nie wiem do czego by doszło-dodałam.
-ale tego nie można tak zostawić. musi być jakiś sposób na złapanie tego kogoś. przecież to nie jest normalne.-mówiła Taiga krążąc po pokoju.
-po koło wydepczesz-zaśmiałam się. ale nikomu nie było do śmiechu.
Siedzieliśmy w ciszy.
Taiga poszła po godzinie. Zostałam sama z Brandonem. on poszedł zrobić mi kolację. jestem mu wdzięczna za to że mieszka ze mną. odciąża mnie w wielu obowiązkach domowych. i w ogóle jest z kim porozmawiać.
-proszę-Brandon postawił przede mną talerz z kanapkami z przeróżnymi dodatkami.
mistrz kuchni z Ciebie-zaśmiałam się.
-tylko kanapek-odparł.
dziękuję-powiedziałam i zabrałam się za jedzenie.
Później wzięłam gitarę i zaczęłam grać, nic mi nie przychodziło do głowy. zaczęłam śpiewać sobie piosenkę Apocaliptyca-not strong enough. i grać:
I'm not strong enough to stay away.
Can't run from you.
I just run back to you.
Like a moth I'm drawn into your flame.
Say my name, but it's not the same.
You look in my eyes, I'm stripped of my pride.
And my soul surrenders and you bring my heart to its knees.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
I'm not strong enough to stay away.
What can I do?
I would die without you.
In your presence my heart knows no shame.
I'm not to blame
‘Cause you bring my heart to its knees.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
There's nothing I can do.
My heart is chained to you
And I can't get free.
Look what this love’s done to me.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
Not strong enough, strong enough,
Not strong enough, strong enough to stay away.
Not strong enough, strong enough, strong enough, strong enough,
Not strong enough to stay away....
Zakończyłam smutną nutą.
Zbyt często wracałam myślami do dawnego życia.
Może to nie jest dla mnie. nie nadaję się tu. od kiedy tu jestem życie ciągle zmusza mnie do podejmowania różnych trudnych decyzji
-Evie...-Brandon przyszedł do mojego pokoju.-nie chcę Ci przerywać w myśleniu, ale jako że jestem wampirem, potrzebuję krwi, więc musiałbym dzisiejszej nocy wyjść zapolować, bym nie musiał jutro na próbie by nie straszyć reszty zespołu, a nie chcę Cię zostawiać samej.
-Brandon. Taiga mówiła że słońce nie szkodzi wampirom i ogólnie dzień. tylko razi. gdy spróbuje krwi nefilima tak?-spytałam
-Tak. ale Ty chyba nie zamierzasz...-zaczął.
-chodź tutaj. dzięki temu będziesz moim ochroniarzem także w dzień. może nie w samo południe, ale przynajmniej od 15 czy coś. i będziesz ze mną skojarzony czy jakoś tak te brednie były. że jak wampir napije się krwi człowieka lub nefilima czy coś, to są skojarzeni. a skoro jesteśmy przyjaciółmi, to co nam szkodzi-powiedziałam gdy do mnie podszedł.
-sam nie wiem czy to dobry pomysł. .-pokręcił głową.
-Brady-powiedziałam, bo tylko ja mogłam go tak nazywać.-proszę no... będziesz mógł znów wychodzić w dzień a i jak ja będe wychodzić to Ty ze mną. nie będę musiała zawracać głowy Taidze. a Catherine i Suz są zbyt daleko. proszę. zrób to dla mnie-dodałam.
-dobrze-zgodził się po wahaniu.
Odchylił mi głowę do tyłu i mnie ugryzł.
Ukłucie bolało. i to bardzo. ale tym się nie przejmowałam akurat.
Teraz Brandon będzie mógł ze mną wychodzić.
Nie wiem ile czasu minęło. ale się ode mnie oderwał. Trochę mi się kręciło w głowie.
Pomógł mi się położyć.
-Evie, dobrze się czujesz? nie powinienem był Cię gryźć-powiedział.
-wszystko w porządku. tylko mi się zakręciło w głowie-odparłam.
-odpoczywaj. przyjdę zobaczyć jak się czujesz jak wstaniesz-powiedział i wyszedł.
A ja prawie natychmiast zapadłam w sen.
Rano obudziłam się trochę osłabiona, ale już było lepiej niż wieczorem. dotknęłam szyi w miejscu ugryzienia. nie było śladu po zębach.
Wszedł Brandon.
-jak się czujesz teraz?-spytał
-dobrze. ale jestem strasznie głodna.-odparłam.
Chłopak wyszedł a ja się wykąpałam ubrałam i poszłam do kuchni. Zjadłam płatki.
A później oglądałam telewizję. przez cały dzień prawie snułam się bez sensu.
-Brady, chodźmy do sklepu, mam ochotę na colę, a jak byłam z Taigą nie kupiłam jej-powiedziałam
-dobrze.
Wyszedl na słońce, ale nic mu się nie stało, sukces.
Pojechaliśmy motocyklem.
I po pół godzinie bylismy znów w domu.
na 21 przyszli członkowie zespołu. Taiga Catherine i Suz.
-no to zaczynamy próbę -powiedziałam i zaprowadziłam wszystkich do studia.
Pierwsza piosenka niezbyt poszła. ale za drugim razem wszystko wyszło mega.
-musimy razem grać-powiedziałam uradowana. a rada niech lepiej to zaakceptuje-dodałam.
Później Suz i Catherine poszły, Brandon poszedł do siebie a ja siedziałam z Taigą w moim pokoju.
-Pozwoliłam Brandonowi sie ugryźć-powiedziałam.
-jak to? zmuszal Cię?-spytała zdziwiona.
-sama chciałam. no bo... teraz może wychodzić w dzień. jak Ty. i dzięki temu będę miala ochronę i w dzień. słońce go nie spali. ale proszę, nie mów nikomu o tym. szczególnie radzie. nie muszą wiedzieć, bo bym pewnie miała przechlapane-powiedziałam do dziewczyny.
-jasne że nie powiem. możesz mi zaufać. ale nie rozumiem czemu to zrobilaś. no ale to Twój wybór.
-on też nie chciał ale nawet jak go przekonalam to się wahał., wiem że nie chciał mnie skrzywdzić.
-no skoro tak uważasz... musimy sie dowiedzieć co to za osoba która się uwzięła na Ciebie.
-ale w jaki sposób? skoro nikt nie widział tego kogoś. nie wiem nawet co to za stworzenie. atak był w dzień i w nocy. pewnie te wszystkie wypadki możemy połączyć w jedno. że to ta sama osoba, ale nie mam pewności.
[Taiga? sory że krótkie XD]
-no też tak uważam.
Poszłyśmy do kasy.
Wróciłyśmy z zakupami. Taiga biegła a ja motocyklem.
Wieczór spędziłyśmy u mnie.
Brandon sprowadził się już na stałe, ze starszymi wszystko obgadane.
Taiga poszła a ja zaszyłam się w swoim pokoju z zeszytem w ręku.
Rysowałam co popadnie. a jednym z rysunków było serce ze wstęgą przebite sztyletem na wskroś.
Serce symbolizowało moje serce, po tym jak musiałam zerwać ze starym życiem. więc najprostsze było... sfingowanie własnej śmierci lub po prostu wmówienie ludziom że jestem w psychiatryku gdzieś na wschodnim wybrzeżu, ale to by było zbyt proste. nie wiem jak zostało wytłumaczone to, że musiałam tu być. i nie chciałam się nawet nad tym zastanawiać by bardziej nie bolało. moje refleksje przerwało ciche pukanie do drzwi. otarłam łzę.
-proszę-powiedziałam.
Weszła Taiga
-Brandon powiedział że tu jesteś i się zaszyłaś w pokoju z muzyką-powiedziała dziewczyna i usiadła na łóżku.
-jakoś tak wolę siedzieć w tym kącie mimo że mam cały duży dom. jakoś pusto się tu czuję. cieszę się, że chociaż on tu będzie ze mną mieszkał. przynajmniej nie będzie się wydawał aż taki pusty-odparłam.
-rozumiem Cię. w takim domu być samej... kręćka bym dostała.
W tej chwili rozległ się hałas za oknem.
Zerwałam się na nogi i wyjrzałam ale od razu pożałowałam.
Kamień leciał w moją stronę.
Na całe szczęście dziewczyna była szybsza i przewróciła nas na podłogę, bym nie oberwała.
Do pokoju wparował Brandon.
-co to było do jasnej...-zaczął-Evie, nic ci się nie stało?-spytał klękając obok nas.
-nie nic... dzięki Taidze uniknęłam kamienia...-podniosłam skałkę.
-ale kto chciał celować na piętro...-zaczęłam się zastanawiać.
-nie wiem. ale nie jest bezpiecznie.-powiedziała stanowczo dziewczyna.
Usiadłam na podłodze obracając kamień w rękach... kto chce robić zamach na moje życie.
a teraz się nie dowiem bo ten kto to zrobił już dawno uciekł, i nikt nie miał czasu żeby wyjrzeć bo w sumie jakby wyjrzał, to by był łomot z kamienia...
Opadłam na łóżko.
-nie rozumiem tego życia. w starym przynajmniej nikt nie chciał mnie zabić-westchnęłam.
Spojrzałam na napis w języku hindi na ścianie.
Dūsarē_sē_alaga_hōnē_kā_janma
Urodziłam się by być inna od innych.
Teraz zastanawiam się nad sensem tego cytatu. czy rzeczywiście chcę być inna skoro ktoś czyha na moje życie?
-Evie, wszystko dobrze?-spytał Brandon siadając obok na łóżku i biorąc mnie za rękę..
-tak. tylko to wszystko jest jakieś dziwne.-powiedziałam-dzięki że tu byliście gdy to się stało. gdyby was nie było, nie wiem do czego by doszło-dodałam.
-ale tego nie można tak zostawić. musi być jakiś sposób na złapanie tego kogoś. przecież to nie jest normalne.-mówiła Taiga krążąc po pokoju.
-po koło wydepczesz-zaśmiałam się. ale nikomu nie było do śmiechu.
Siedzieliśmy w ciszy.
Taiga poszła po godzinie. Zostałam sama z Brandonem. on poszedł zrobić mi kolację. jestem mu wdzięczna za to że mieszka ze mną. odciąża mnie w wielu obowiązkach domowych. i w ogóle jest z kim porozmawiać.
-proszę-Brandon postawił przede mną talerz z kanapkami z przeróżnymi dodatkami.
mistrz kuchni z Ciebie-zaśmiałam się.
-tylko kanapek-odparł.
dziękuję-powiedziałam i zabrałam się za jedzenie.
Później wzięłam gitarę i zaczęłam grać, nic mi nie przychodziło do głowy. zaczęłam śpiewać sobie piosenkę Apocaliptyca-not strong enough. i grać:
I'm not strong enough to stay away.
Can't run from you.
I just run back to you.
Like a moth I'm drawn into your flame.
Say my name, but it's not the same.
You look in my eyes, I'm stripped of my pride.
And my soul surrenders and you bring my heart to its knees.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
I'm not strong enough to stay away.
What can I do?
I would die without you.
In your presence my heart knows no shame.
I'm not to blame
‘Cause you bring my heart to its knees.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
There's nothing I can do.
My heart is chained to you
And I can't get free.
Look what this love’s done to me.
And it's killing me when you're away.
I wanna leave and I wanna stay.
I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain.
And I know it's wrong and I know it's right.
Even if I try to win the fight,
My heart will overrule my mind.
And I'm not strong enough to stay away.
Not strong enough, strong enough,
Not strong enough, strong enough to stay away.
Not strong enough, strong enough, strong enough, strong enough,
Not strong enough to stay away....
Zakończyłam smutną nutą.
Zbyt często wracałam myślami do dawnego życia.
Może to nie jest dla mnie. nie nadaję się tu. od kiedy tu jestem życie ciągle zmusza mnie do podejmowania różnych trudnych decyzji
-Evie...-Brandon przyszedł do mojego pokoju.-nie chcę Ci przerywać w myśleniu, ale jako że jestem wampirem, potrzebuję krwi, więc musiałbym dzisiejszej nocy wyjść zapolować, bym nie musiał jutro na próbie by nie straszyć reszty zespołu, a nie chcę Cię zostawiać samej.
-Brandon. Taiga mówiła że słońce nie szkodzi wampirom i ogólnie dzień. tylko razi. gdy spróbuje krwi nefilima tak?-spytałam
-Tak. ale Ty chyba nie zamierzasz...-zaczął.
-chodź tutaj. dzięki temu będziesz moim ochroniarzem także w dzień. może nie w samo południe, ale przynajmniej od 15 czy coś. i będziesz ze mną skojarzony czy jakoś tak te brednie były. że jak wampir napije się krwi człowieka lub nefilima czy coś, to są skojarzeni. a skoro jesteśmy przyjaciółmi, to co nam szkodzi-powiedziałam gdy do mnie podszedł.
-sam nie wiem czy to dobry pomysł. .-pokręcił głową.
-Brady-powiedziałam, bo tylko ja mogłam go tak nazywać.-proszę no... będziesz mógł znów wychodzić w dzień a i jak ja będe wychodzić to Ty ze mną. nie będę musiała zawracać głowy Taidze. a Catherine i Suz są zbyt daleko. proszę. zrób to dla mnie-dodałam.
-dobrze-zgodził się po wahaniu.
Odchylił mi głowę do tyłu i mnie ugryzł.
Ukłucie bolało. i to bardzo. ale tym się nie przejmowałam akurat.
Teraz Brandon będzie mógł ze mną wychodzić.
Nie wiem ile czasu minęło. ale się ode mnie oderwał. Trochę mi się kręciło w głowie.
Pomógł mi się położyć.
-Evie, dobrze się czujesz? nie powinienem był Cię gryźć-powiedział.
-wszystko w porządku. tylko mi się zakręciło w głowie-odparłam.
-odpoczywaj. przyjdę zobaczyć jak się czujesz jak wstaniesz-powiedział i wyszedł.
A ja prawie natychmiast zapadłam w sen.
Rano obudziłam się trochę osłabiona, ale już było lepiej niż wieczorem. dotknęłam szyi w miejscu ugryzienia. nie było śladu po zębach.
Wszedł Brandon.
-jak się czujesz teraz?-spytał
-dobrze. ale jestem strasznie głodna.-odparłam.
Chłopak wyszedł a ja się wykąpałam ubrałam i poszłam do kuchni. Zjadłam płatki.
A później oglądałam telewizję. przez cały dzień prawie snułam się bez sensu.
-Brady, chodźmy do sklepu, mam ochotę na colę, a jak byłam z Taigą nie kupiłam jej-powiedziałam
-dobrze.
Wyszedl na słońce, ale nic mu się nie stało, sukces.
Pojechaliśmy motocyklem.
I po pół godzinie bylismy znów w domu.
na 21 przyszli członkowie zespołu. Taiga Catherine i Suz.
-no to zaczynamy próbę -powiedziałam i zaprowadziłam wszystkich do studia.
Pierwsza piosenka niezbyt poszła. ale za drugim razem wszystko wyszło mega.
-musimy razem grać-powiedziałam uradowana. a rada niech lepiej to zaakceptuje-dodałam.
Później Suz i Catherine poszły, Brandon poszedł do siebie a ja siedziałam z Taigą w moim pokoju.
-Pozwoliłam Brandonowi sie ugryźć-powiedziałam.
-jak to? zmuszal Cię?-spytała zdziwiona.
-sama chciałam. no bo... teraz może wychodzić w dzień. jak Ty. i dzięki temu będę miala ochronę i w dzień. słońce go nie spali. ale proszę, nie mów nikomu o tym. szczególnie radzie. nie muszą wiedzieć, bo bym pewnie miała przechlapane-powiedziałam do dziewczyny.
-jasne że nie powiem. możesz mi zaufać. ale nie rozumiem czemu to zrobilaś. no ale to Twój wybór.
-on też nie chciał ale nawet jak go przekonalam to się wahał., wiem że nie chciał mnie skrzywdzić.
-no skoro tak uważasz... musimy sie dowiedzieć co to za osoba która się uwzięła na Ciebie.
-ale w jaki sposób? skoro nikt nie widział tego kogoś. nie wiem nawet co to za stworzenie. atak był w dzień i w nocy. pewnie te wszystkie wypadki możemy połączyć w jedno. że to ta sama osoba, ale nie mam pewności.
[Taiga? sory że krótkie XD]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz