Spojrzałem na nią i niemal zgromiłem ją wzrokiem.
- Kpisz sobie? - jęknąłem.
- Niby czemu? - uniosła zaskoczona brwi i podetknęła mi do ust plasterek ogórka.
- To jakiś koszmar. Niedługo umrę - wymamrotałem niezadowolony.
- Trzeba było nie pić - zaśmiała się
- Trzeba było zabrać mi szklankę.
- Piłbyś z gwinta - zaśmiała się.
- To i butelkę mogłaś zabrać. Chyba, że lubisz patrzeć jak cierpię.
- To zrób to swoje czary mary i się ulecz.
- Może to głupie, ale nie potrafię posługiwać się czarami na sobie - skrzywiłem się.
- Żartujesz? - zaśmiała się.
Pokręciłem przecząco głową.
- Na każdym daję radę, nawet na tych najbardziej opornych - przyznałam.
- Ale na sobie nie? - zaśmiała się
- Tak jakoś wyszło - mruknąłem i wzruszyłem ramionami.
( Taiga?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz